Świętokrzyska majówka 2012 i kilka słów o mnie…

Dziś wreszcie pierwszy wpis, notabene ważna chwila. Długo czekałem na ten moment. Chciałem to zrobić zaraz po majówce ale dopadł mnie jakiś pech. Ostatnio miałem problemy z serwerem na którym najwidoczniej miałem jakieś nieznane mi błędy przez które nie miałem możliwości edycji tekstu edytorem wizualnym, który był po prostu niewidoczny (a szablon mam oparty o WordPress) i męczyłem się z tym przez dobre kilka dni ostatecznie usuwając z niego wszystkie pliki. Nie pomogły mi nawet fora polsko i anglojęzyczne. Kiedy wróciłem z pracy, zainstalowałem na serwerze wszystko co potrzeba „ręcznie” i oczywiście pomogło. Temat może niewiele ma wspólnego ze zdjęciami ale dziś sporo fotografów korzysta z WordPressa więc może komuś przyda się taka prosta porad. No dobra, żeby już nie zanudzać, zaczynam.

Krótko o sobie:

Nie fotograf, a pasjonat czerpiący radość z fotografowania. Z Sosnowca.

Czas start: Sosnowiec

Majówkę rozpocząłem u siebie, czyli w Sosnowcu. Jednak głównym celem tegorocznego urlopu był wyjazd z bratem do rodziny do Łagowa w województwie świętokrzyskim (36km od Kielc).
W Sosnowcu spędziłem pierwsze dni majówki. Miało być inaczej no ale cóż. Nie chcąc tracić cennego urlopu wstałem wcześnie rano i jak zwykle ruszyłem szybkim krokiem do pobliskiego lasu, który już znacznie się zazielenił. Kocham las, jednak ten przy którym mieszkam według mnie do rewelacyjnych nie należy. Pomijając fakt, że sporo w nim śmieci chodzi mi o coś zupełnie innego – klimat jaki jest w starym lesie. Przez ostatnie 3 lata zrobiłem u siebie w lesie pewnie co najmniej 100 km piechotą i szczerze mówiąc nie znalazłem jakiegoś szczególnie ciekawego miejsca. Wiem, wiem, światło ma tu największe znaczenie i z tym się zgodzę. No ale… Krótko mówiąc do tej pory nie udało mi się w pobliskim lesie choć częściowo zrealizować własnych wizji. Z tego właśnie powodu postanowiłem, że nie będę szukał jakiegoś motywu tylko ot tak pobawię się aparatem tworząc różne „impresje”. Zdjęcia takie tworzy się poruszając aparatem, a w moim przypadku doszło jeszcze zmienianie ogniskowej. ISO najlepiej jak najniższe (u mnie było to ISO 50). Przysłona może być różna bo i tak wszystko zostanie rozmyte i ostre być nie musi ale ja tam wolę przymknąć do co najmniej f/8. Czasy ? Zależy od szybkości poruszania aparatem, w moim przypadku było to 1/6 sek. No i oczywiście światełko, które oczywiście robi swoje ze zdjęciem. Takim właśnie sposobem wykonałem dwie pierwsze fotografie w tym wpisie. To chyba wszystko z technicznych ciekawostek – oczywiście nie trzeba się tego trzymać bo wszystko zależy od tego jak chcemy coś pokazać :) Aha, można także pobawić się z nakładaniem na siebie dwóch zdjęć: jednego rozmytego, drugiego ostrego i maskowanie poszczególnych jego części w Photoshopie – tego akurat u siebie nie zastosowałem.


Być może niektórzy pomyślą, powiedzą lub zaatakują, że prawdziwy fotograf jest w stanie wszędzie zrobić świetne zdjęcie. Zgodzę się z tym ale jak wspomniałem na początku fotografem nie jestem, a jedynie pasjonatem fotografii i czerpiącym z tego radość. Ale w obronie dodam zdjęcie, które wykonałem w połowie grudnia zeszłego roku (będąc po raz pierwszy w plenerze z Canon 5D Mark II + Canon 17-40 f/4 L :))) ). Baa, zdjęcie wykonałem nie nad rzeką tylko nad ściekiem. Taki ten las… .

Świętokrzyskie: Łagów i okolice

To na co czekałem :) Ogólnie w Łagowie spędziłem 4 dni z czego 3 na fotografowaniu. W zasadzie to tylko kilka godzin bo fotografowałem oczywiście w mojej ulubionej porze czyli przed o wschodzie słońca. Jeden dzień odpadł dlatego, że mieliśmy wyjechać gdzieś o 4 rano czyli w miarę wcześnie by w trakcie podróży złapać na matrycę trochę ładnego światła. Wyjechaliśmy po 8… . Niestety, wschód słońca podczas majówki był w granicach 5:10 czyli, a 8 już było po wszystkim. O tej godzinie światło było już bardzo ostre. W dodatku 190 km było przed nami, a upał robił się niemiłosierny. Heh, jakby tego było mało trzeba było jechać objazdami i wyszło jakieś 220 km ;) Nie zrażając się tym pomyślałem, że wykorzystam ten dzień by już na miejscu zrobić jakieś rozeznanie terenu, sprawdzić w którym miejscu wstaje słońce, gdzie ładnie zaświeci. Jeszcze przed przyjazdem interesowały mnie tereny położone nad rzeką Łagowicą, która przepływa pół minuty piechota z domu :D Szczególnie ciekawiło mnie miejsce w którym zadomowiły się bobry , kilkaset metrów od domu więc także blisko:) Aha, w drodze powrotnej byłem w jednym ze źródeł i zrobiłem to co chciałem zrobić już dawno. Zabrałem ze sobą piwko i włożyłem do owego źródła. Woda jest lodowata, kilkanaście/ kilkadziesiąt sekund z zanurzonymi rękami wystarczy by poczuć ból. Piwo schłodziło się w 7 minut i na butelce pojawił się „szronik” :D Później grillowanie i takim sposobem poszedłem spać coś po 23, a wstać trzeba było o 4:30. Kiedy rano się obudziłem i wyjrzałem zza ganku na wschód, czym prędzej zabrałem się do ubierania nie budząc przy tym nikogo. Po 5 minutach byłem już gotowy, jeszcze tylko gumiaki i w drogę (i tak codziennie). Cieszę się niezmiernie, że nie zapomniałem z domu zabrać ze sobą gumiaków. Pomijając fakt, że rano rosa, można było w niektórych miejscach swobodnie wejść do rzeki czy przez nią przejść na druga stronę ( jednak z drugiej strony nie udało mi się cyknąć czegoś fajnego). Napisałem w niektórych bo jak pisałem wyżej, swoje stanowiska mają tam bobry. Miło zobaczyć po raz pierwszy taki bobrowy teren. Pełno przy rzece dziur w ziemi gdzie bobry mają swoje tunele. Jednego ranka byłem chyba bliski spotkania z bobrem bo woda w dziurze przy której stałem konkretnie falowała. Jednak nie chcąc im zakłócać spokoju rychło się oddaliłem. Może następnym razem będę z górki (z której zresztą wykonałem jedno z poniższych zdjęć) obserwować teren do czasu aż wreszcie zobaczę zwierzaka w naturalnym środowisku ;) Ostatniego dnia wybrałem się jak zwykle nad rzekę, no ale w lesie jeszcze nie byłem… .Takim sposobem wybrałem się jeszcze do lasu. Mimo, że słońce było już dosyć wysoko to nie zwracałem już na to uwagi. Na moje szczęście zaczęło się delikatnie chmurzyć :) Przy wejściu do lasu zobaczyłem mocno obryta przez dziki polanę, na skraju której stały dwie nowo wybudowane ambony. Kilkaset metrów od brzegu po wejściu w las usłyszałem, że coś jest niedaleko mnie. Czym prędzej schowałem aparat i zacząłem szybkim aczkolwiek cichym krokiem oddalać się z miejsca. Wolałem nie spotkać lochy z młodymi ;). W lesie bajka. To czego szukałem. Można znaleźć bez problemów bardzo stare, wyrośnięte sosny, których próżno szukałem w swoim sosnowieckim lesie. Szkoda, że tylko jedno z lasu „weszło” ale może następnym razem uda się przywieźć coś więcej. Wracając do tematu spania: wydawałoby się, że urlop to czas żeby się wreszcie wyspać. Dla kogoś tak zapalonego jak ja nic bardziej mylnego. Przez 3 dni zawsze dosyć późno chodziłem spać jak najdłużej korzystając z urlopu. Oczywiście codziennie wstawałem o tej 4:30. W zasadzie to dziwię się samemu sobie. Jednak te sielankowe poranki rekompensowały wszystko. Teraz oglądając te zdjęcia nie żałuję. Nawet odkryłem frajdę wstawania o wczesnej porze :))) Nie żebym chciał przez to powiedzieć, że fotografie są super, extra, brilliant i ble ble. Szczerze mówiąc to nie wiem, nie czytam książek fotograficznych, for internetowych czy poradników. Błędy techniczne zapewne popełniłem. No ale cóż ;)

Podsumowanie wypadu:

Ogólnie jestem zadowolony. Szkoda tylko, że było tak mało czasu. Ciężko było też poruszać się wśród okolicznych pól nie chcąc niszczyć czyjejś ciężkiej pracy. Raz przeszedłem przez pole bo kompletnie nie wiedziałem czy mam się wracać i robić kilometrową pętlę czy przejść na palcach przez te 25 m pola. Wybrałem drugą opcję starając się nie niszczyć czyjejś pracy. Później okazało się, że przeszedłem przez pole dobrego znajomego rodziny z którym nawet piłem piwko :) Ale nie przyznałem się ;) Teraz kiedy patrze z perspektywy czasu tj od kiedy kupiłem lustrzankę (w styczniu 2009) uważam, że to w jaki sposób coś chcę pokazać, poprawiło się. Może jest pora by pokazać swoje zdjęcia szerszemu gronu. Wiem dobrze, że wiele, wiele muszę się nauczyć i tak też będę robił. Aha, dodam jeszcze, że może nie są to kaniony Ameryki, czy Alpy tylko jakieś polskie góry to wierze, że zdjęcia te przypadną komuś do gustu i będzie mnie odwiedzał :))) Ja Polskę kocham i będę starał się ją pokazać moim okiem z jak najlepszej strony !

Przepraszam za chaos i ewentualne błędy w tekście. Duży natłok myśli na ten pierwszy wpis, a skończyć kiedyś trzeba ;)

Ze strony sprzętowej: Canon 5D Mark II, Canon 17-40 f/4 L, Marumi DHG 77mm (bez super), Cokin P121S – dzięki Bracie za to, że dajesz mi raczyć się pełna klatką ! ;)

Życzę Wszystkim miłego oglądania i zapraszam Wszystkich ponownie, ponownie, ponownie…:) Komentujcie i lajkujcie na fejsie moją stronkę – na samym dole i pod każdym wpisem jest like z fejsa ;)

Dziękuję ! :)

5 czerwca 2012 - 08:04

Ola - Kurcze fotki naprawde super -prosze o wiecej

28 maja 2012 - 14:18

Jakub Chruścicki - dzięki :)

27 maja 2012 - 20:07

Monia - Boskie Foty!!! Masz pierwszego stałego bywalca na Swojej stronce :) Proszę o więcej :))

Your email is never published or shared. Required fields are marked *

*

*